Jak zwykle okazja firmowa wyprowadziła mnie na starówkę.
Tak, tę starówkę, której Gdańsk przecież nie ma, ale „główne miasto” brzmi głupio. Zresztą wszyscy jeżdżą po prostu „do Gdańska” i wiadomo, że to tam, gdzie się wysiada na Głównym (czy teraz to można też na Śródmieściu).
Z jednej strony mam wysoki próg wyjścia z nory, a z drugiej lubię tak wyskoczyć na miasto i spotkać się ze znajomymi. Fajne to jest 🙂 Szkoda tylko, że dni takie krótkie i teraz każde zarwanie nocy boli 😉