I znowu w drogę, tym razem „kieruj się na południe”.
Wywiozło nas w ogóle z Gdańska przez Pruszcz – wyglądało na niezły korek na połączeniu S6 i S7 i stwierdziliśmy, że skoro mapy nigdy nas nie przewoziły bokiem, a teraz to proponują, to może jednak posłuchajmy. I posłuchaliśmy.
W ogóle fajnie w końcu nie prowadzić. Kontuzje M. były trochę mniej wybaczające prowadzenie samochodu i przez ostatnie wyjazdy to w sumie ja głównie prowadziłam. Teraz jakoś po tym, jak mnie odebrał z pracy to już został i przejechał dobrą połowę drogi. Luksus 😀
Pomijając to, że przez dobre 3/4 tejże drogi lało… Zsynchronizowaliśmy się pięknie z przechodzącym frontem. I nawet zaczęło padać jak dojechaliśmy do domu…