O matulu, jak mnie ucieszył ten widok tym razem…
Niby tylko tydzień urlopu, a spakowanie wszystkiego, zakupy, ogarnięcie aprowizacji (bo 15.08 święto przecież, a tu brat z rodziną wpadają…) i w ogóle było wyjątkowo wymagające tym razem.
Jeszcze akurat tak wyszło, że M. miał przerąbane w robocie do samego końca, jakichś lekarzy i w ogóle i nie miałam wyboru jak tylko ogarnąć.
Naprawdę dawno się tak nie ucieszyłam z tego, że wysiadłam z samochodu przed tym domem jak tym razem 😀