W końcu wyprowadziłam moje nowe dziecko na spacer 🙂
Fajnie tak w końcu robić tego typu zdjęcia własnego aparatu =)
Jeszcze mi obiektyw serwisu nie przeszedł do końca i nie jest zmontowany do końca i nie ostrzy na nieskończoność, ale jest „good enough” i działał na tyle, że byłam w stanie wyklikać parę zdjęć z negatywu z Broniki. Tej, która zresztą jest już w dobrych rękach.
W sumie to nie sądziłam, że kiedykolwiek uda mi się wymienić tę Bronkę na Hassla. Nawet nie podchodziłam do tematu, bo przecież „i tak nie robię zdjęć”. Gdyby nie to, że M. mnie zmobilizował, to pewnie nic z tego by nie było. To w sumie był jego pomysł i w większości realizacja.
I cyk, kolejne marzenie spełnione 🙂
I jakby nie patrzeć z tym aparatem mam szansę się dogadać, Bronka była zbyt skomplikowana i za dużo ode mnie chciała atencji 😀 Tu pyk, czas/przesłona/ostrość na obiektywie, na aparacie jedna korbka, guzik i klapka. I tyle. Pyk i zdjęcie 😉
(I nie, żeby mi nie zrobiło takiego jednego pyk przez przypadek… :D)
Ale nawet zrobiłam coś cyfrowo jak mi się ten film skończył 😉


