Co jak co, ale zorzy z balkonu to się nie spodziewałam…
Poszłyśmy z P. na łyżwy (swoją drogą super, bo ferie, a było pusto), wróciłam do domu już koło 21, zmarznięta, chciałam wejść pod prysznic, ale pod prysznicem była juka, którą poprzedniego dnia umyłam z tarcznika.
No i jak ja wyciągałam spod tego prysznica, to się okazało, że tarcznik nie dał się tak do końca zmyć, więc dawaj ze szmatą i znowu ją zmywam. I wtedy dostałam fotę od P. z zorzą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mieszka dwa bloki dalej.
No to ja gazu na balkon i co? No i jest.
Niestety foty mi wyszły takie se, bo ani statywu, ani nic, zimno jak […] i w sumie trochę na szybko bez przemyślenia to robiłam. Ale coś widać 😉
I pomyśleć, że gdyby nie te tarczniki, to bym była już dawno pod prysznicem, z umytą głową i na bank bym nie ryzykowała stania na mrozie z aparatem…

