Ostatnio zamiast wygrywać w lotto, wygrywamy w loterii na życiowe problemy.
Sam ten remont, a raczej jego nierozpoczynanie się, dopycha mnie na skraj psychicznej wytrzymałości, a jeszcze do tego dochodzi awaria pralki.
Tyle dobrego, że mój mąż potrafi naprawić wszystko, i tym razem też – z drobnym wsparciem sprzętowym z lokalnego serwisu pralek, bo po prostu części nie było – postawił naszą praleczkę na nogi.
Śmiejemy się, że ona już tak co chwilę „please, let me die” a my ciągle ją zmuszamy do zapieprzu 😉

