Do wczorajszych malin doszły jeszcze porzeczki i dwa dni parownika i robienia soków.
Normalnie jak w dzieciństwie na działce u babci, tylko tam było więcej krzaków porzeczek a parownik był aluminiowy 😉
Nie przepadam za porzeczkami takimi samymi w sobie, wolę przetwory, ale ten owoc – szczególnie czerwone – będzie mi się zawsze kojarzył z dzieciństwem.

