Jakby mi było za mało roboty z dotychczasowymi testami na inksea, to jeszcze wymyśliłam sobie, że będę robić chromatografię.
Całe szczęście nie jest to specjalny narzut czasowy jak dobrze to wplotę w dotychczasowe testy. Ale wymagało dokupienia garści klipsów. Co z kolei wymagało wizyty w sklepach typu „Tedi”, „Action” czy „Mr DYI”.
Pudełko klipsów za 2.49… o boziu, gdyby takie były za czasów jak byłam dzieckiem szkolnym… jeszcze kolorowe, a nie ordynarnie czarne…
Ja w ogóle nie mogę chodzić do takich sklepów, bo z jednej strony wiem, że to najtańsza chińszczyzna, a z drugiej… dostępność i różnorodność tego wszystkiego jest obezwładniająca. Tylko mieć czas i tworzyć cokolwiek komukolwiek przyjdzie na myśl…

