A dzisiaj sobie tak zostawię na pamiątkę, bo trochę w nocy napadało, a dzielnie rano odłopatowałam jak teściu pojechał po chleb.
Od razu się człowiekowi cieplej zrobiło, jakiś taki bardziej żywy… 🙂
A jeszcze tylko dodam, że nieopanowana chęć pieska do pójścia na spacer uratowała mnie przed powtórką z tego tekstu o białym puchu, bo by mi pług przejechał gdzieś w połowie odśnieżania, a tak to po prostu już odśnieżyłam gotową zaspę 😉

