I znowu ten moment, gdy pojechaliśmy na pół dnia „w góry”. Nie wiem, kiedy przestanie to być dla mnie dziwne.
W sumie jakby ktoś z Krakowa usłyszał, że może pójść na 20 minut na plażę, to też by mu trochę zajęło przyzwyczajanie się do tego faktu.
W każdym razie chata odświeżona, trochę ogarnięte, M. wymienił się już na letnie koła… I pyk, do domu 🙂
A jeszcze taki ślimaczek się ostał na drewnie:

Canon EOS RP RF 35/1.8 @35mm 1/80s f/2.8 ISO 500

