Zupa grzybowa z uszkami to jest jedyna chyba rzecz, bez której sobie nie wyobrażam świąt.
Karpia może nie być, sałatki, kapusty… ale bez grzybowej? Świat – a przynajmniej ten mój – by się skończył.
W tym roku zupę w dużej mierze sponsorowały grzybki (prawdziwki) od rodziców, bo my w tym całym zamieszaniu remontowym trochę przegapiliśmy sezon. Dorzuciłam jeszcze jakieś zeszłoroczne suszone wszelakich rodzajów i wyszło super 🙂
Tylko trochę słabo robić tu sesję zupie, jak stygnie i wszyscy czekają, żeby rozpocząć kolację, więc fotka jest jaka jest. Możemy uznać, że taki był zamysł artystyczny 😉

