I kolejny, 34-ty, finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
I pomimo, że WOŚP jest jednym z głównych dostarczycieli naszej garderoby, wspieram go od nie pamiętam kiedy – na pewno w liceum biegałam z puszką, a to było jeszcze w zeszłym wieku! – to jakoś ostatnie finały gdzieś mi tak przemykają „po cichu”.
Ani emocji z licytacji (a przecież to uczucie, gdy udało mi się wylicytować płytę z Balladami Morderców Nicka Cave’a z Teatru Korez – tego samego, który mam teraz 15 minut od domu – będę pamiętać do końca życia), ani specjalnych wydarzeń czy wyjść „na miasto”, ani nawet w socialach nic nie wrzuciłam… prosty przelew na konto i pyk.
Ludzie mogą mówić co chcą, ale WOŚP zawsze będzie dla mnie symbolem tego, że ludzie potrafią się jednoczyć, potrafią chcieć zrobić coś dobrego, i nie dość, że chcieć – to faktycznie coś robić.
…i tak do końca świata i o jeden dzień dłużej!

