Dziś na spacerek zapomniałam aparatu, a piesek poprowadził z innej strony i moim oczom ukazał się taki kadr, pięknie kontrastujący budząca się wiosnę ze sraczkowatym murem bloku.
Cóż, podobno najlepszy aparat to taki, jaki się ma pod ręką… 😉
Ale kurczaczki, trochę żałuję, że nie mam tego zrobionego porządnie. Choć w sumie to moje 35mm, które zwykle noszę, nie dałoby raczej efektu, o który mi chodzi. No nic, jest jak jest.
Oczywiście mogę zaspoilować dalszy rozwój historii – nie, nie wzięłam się w troki i nie poszłam tam z aparatem. Ani tego dnia, ani przez następnie… 😉
Ale za to na inksea już 262 atramenty 🙂

