O rany, jak ja dawno nie gotowałam rzeczy tego typu.
A trzeba by w końcu wrócić do „zdrowego” jedzenia i przestać nazywać „wypadkiem” to, że się spasłam po złamaniu nogi 😉
Na razie jakaś tam aktywność jest, dziś kilometr kraulem wpadł już w lepszych czasach, nadgoniłam czasem i pół minuty na setce w porównaniu do ostatnich, Fakt, że tętno też mi nadgoniło, ale za to jakoś endorfinki fajniejsze 😉
Jeszcze jest challenge basenu przed pracą… Może kiedyś 😀 Byle zacząć przed zimą, bo tak po ciemku w śniegu to chyba konkretne wołu musiałoby mnie stąd wyciągać 😉