Sylwester. Ostatni dzień tego roku.
Spędziliśmy go z dziećmi w domu, bez ciśnienia, elegancji i specjalnych rytuałów, nawet szampana otworzyliśmy przed północą 😉
Ostatnio mam wrażenie, że coraz mniej potrzebuję symboli, żeby czuć, że życie się dzieje. Tak, pewne rytuały są ważne, dają dużo przyjemności i uwidaczniają pewne procesy, ale serio – czy szampan otworzony 15 minut przed czy po zmieni cokolwiek? 😉
To był dobry rok. W końcu naprawdę taki po prostu dobry.
Nie, nie wszystko jest idealnie, żałuję pewnych aspektów obecnej sytuacji, ale ogólnie rzecz biorąc to jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak szczęśliwa. Tak osadzona na właściwych torach.
Przez całe życie czegoś szukałam, testowałam gdzie i kim jestem. Teraz już wiem kim jestem, z kim chcę być, pozostało pytanie co jeszcze mogę osiągnąć. A plany i zamiary są dość spore 😉
Rzeczy, które chciałabym zrobić jest w sumie coraz więcej, a lat też już człowiek ma coraz więcej i dziwnym trafem siły są z tym odwrotnie skorelowane. Bez sensu, powinno się gromadzić moce jak w grach komputerowych, a nie mieć coraz słabsze punktacje 😉
No nic, pozostaje tylko dzielnie podjąć rękawicę nadchodzących dni i zobaczyć co przyniosą. A na razie rozwozimy dzieciaki i uciekamy do „apartamentu nad morzem” trochę odpocząć 😉