Udało się! Dotarliśmy!
Bosz, jak to ciężko ruszyć dupę z domu, szczególnie, gdy spora część człowieka już boli, a wiadomo, że po takim pływaniu dojdzie trochę zmęczenia…
Ale udało się, poszliśmy, nawet nie było specjalnego tłoku. I przepłynęłam ten kilometr kraulem.
Może nie był to najlepszy wykon w moim życiu, ale też czas nie odbiegał od takich, które bywały w okresie „przedzłamaniowym”. Trochę brakuje kondycji – jak nie cisnę i po prostu płynę, to mogę płynąć długo, ale przyspieszenie zabija 😉
Oby tylko częściej tak tu trafiać…