Przepisałam litanię Bene Gesserit ponad 500 razy…
nie można się bać, strach zabija duszę…
Z jednej strony trochę mi to nawet pomaga, a z drugiej mam wrażenie, że stało się tak automatycznie pisanym tekstem, że mogę myśleć o innych rzeczach, gdy uzupełniam kolejne testy atramentów.
I tu znowu wracamy do kradzionego czasu, gdzieś paru minut między obowiązkami… Wszystko na szybko, żeby było, żeby nie pozasychało, a przecież można by się tym tak cieszyć i jakoś bardziej przeżywać.
Ale żeby nie było – nie narzekam. Całość rzeki płynie w bardzo dobrym kierunku, i takie drobiazgi nie wpływają na ogólne zadowolenie z życia.
To po prostu takie dostrzeżenie, że często gdzieś w życiu nie mamy miejsca na radość z małych rzeczy, a nawet jak jest ta radość, to musimy się szybko przepinać na inne rzeczy.