Mieliśmy imprezę integracyjną z pracy na Wdzydzach. Udało mi się przyjechać ciut wcześniej przed całym rozpoczęciem i pochodzić trochę po terenie.
Generalnie nie miałam weny na foty, ale ta jedna wymiotła. To się nazywa być w idealnym miejscu w idealnym czasie.
Jeszcze sobie przy okazji robienia tego zdjęcia zanuciłam szantę i usłyszałam, że ładnie śpiewam.
To były najfajniejsze 2 godziny mojego życia od dawna pod kątem lekkości bycia, ciszy i spokoju…

