Ale dlaczego nie zrobiłam standardowego kadru?… Może po prostu niewiele się różnił?
W każdym razie rano, jeszcze zanim przyjechali, weszłam sobie z aparatem na „plac budowy” i porobiłam parę detali.
I normalnie niesamowicie mnie wzrusza to, że można stanąć w miejscu, gdzie będziemy mieli biureczka, łóżko, łazienkę… Salon jeszcze jest ciągle „niskopoziomowy” i dachu nie zdjęli, ale ta część północna zaczyna dawać wyobrażenie tego, co będzie.
Tak, ta „ruina i marnacja” (z pozdrowieniami dla teściowej :)) daje mi wyobrażenie, jak będzie kiedyś pięknie 😉





Ale to jak panowie wykorzystali te drzwiczki do tej pory mnie zachwyca. Prawie tak jak „zjeżdżalnia” z blachy z dachu, którą zrobili, żeby zrzucać rzeczy 🙂


