W końcu zebrałam się i posadziłam do ziemi szczepki, które ukorzeniały się już od dłuższego czasu.
I też zrobiłam mały przegląd kwiatków i muszę się przyznać, że upały mnie trochę pokonały. Zabiłam prawie na śmierć (jeszcze jest nadzieja, że odbije) jednego fikusa. Musiałam przeoczyć jakieś podlewanie, bo zrzucił 90% liści, przy czym jego brat spokojnie sobie funkcjonuje.
Zabiłam też jednego sukulenta. Nie umiem w nie, nigdy nie wiem, czy przelewam, czy przesuszam…
Ale za to monkey odbiła po wciornastkach i chyba będzie dobrze.
Czasami te kwiaty same rosną, czasami same padają… albo padają z lekką pomocą 😉 cóż zrobić…
W każdym razie tym bardziej cieszą młode listki po tym jak padnie coś innego 🙂

