W sobotę pojechaliśmy po sos do sajgonek (jeden rosół spowodował, że narobiłam ich na 3 dni, ale to inna historia.. ;)), a wróciliśmy z grillem… 😀
I oto on 🙂 W końcu! Piękny, z żeliwnym rusztem, nagrzewający się tak jak powinien.
I ten mąż, który tak pięknie to wszystko grilluje… 🙂
To był zdecydowanie weekend dobrych obiadków 😀 Jak coś to makrela z grilla jest super 😉

