Od dłuższego czasu limituję wydatki „na pierdoły” ze względu na nadchodzące ważniejsze wydatki. Ale nie można sobie odmówić wszystkiego. Są rzeczy, które są niezbędne do zachowania dobrostanu emocjonalnego.
Taką rzeczą dla mnie był kalendarz. Poprzedni, który kupiłam w styczniu, pomimo obietnic bycia przyjaznym dla piór, miał papier, przez który 90% tekstu przebijało i ogólnie – pomimo wielu zalet – powodował we mnie zgrzyt przy każdym użyciu.
Wyświetliła mi sie reklama w Notece kalendarza od września. No i stwierdziłam, że zdecydowanie go potrzebuję, szczególnie, że będzie coraz więcej rzeczy do ogarnięcia i zaplanowania.
I miałam rację.
O matulu kochana, jakie to piękne doświadczenie, jaki gładziutki papier, jak nic nie przebija, jak pięknie atramenty wyglądają… zdecydowanie tego potrzebowałam.
A te parę drobiazgów tylko dopełniły szczęście 🙂

