Musiałam dziś podjechać „do centrum” i się okazało, że nie trzeba jechać do Japonii, żeby zrobić zdjęcie kwitnącej wiśni.
W ogóle przyznam się, że w jedną stronę przeszłam obok bez żadnej reakcji (pomimo, że wzięłam aparat z pomysłem przywiezienia jakiejś fotki na daily), ale jak wracałam, jakaś kobieta sobie tam robiła selfiaki i stwierdziłam, że też sobie cyknę.
Jacyś ludzie przechodzili i widząc, że fotografuję to drzewo, spytali mi co to jest, bo ładne. No i w sumie też się w tym momencie zaczęłam zastanawiać. I wyszło, że wiśnia japońska 😉
To musi rewelacyjnie wyglądać w większych ilościach…. 🙂

