Ostatnia cześć urlopu – tym razem do moich rodziców.
W sumie tyle się działo, że nie bardzo zrobiłam jakiekolwiek zdjęcia, a przynajmniej nie takie do publikacji.
Tutaj dorwałam „budkę dla ptaków” – czyli wielkoformatowy (przerobiony na średnioformatowy) aparat mojego męża. Patrzenie przez takie kominki zawsze ma coś w sobie…

