Mikołaj w tym roku wybitnie wiedział, co lubię 🙂
Pomimo, że się zarzekałam, że nie będę gonić za azjatyckimi wersjami Lamy, to jednak jak się nadarzyła okazja to nie mogłam się oprzeć. I w sumie edycja, która wydawała mi się najmniej fajna, najbardziej przypadła mi do gustu 🙂 To jest w sumie ciekawe jak czasami wyobrażenia o naszych potrzebach mijają się z faktycznymi potrzebami i jak ich zaspokojenie przychodzi z totalnie innej strony niż byśmy oczekiwali.
Także tego, stadko mi się trochę powiększyło =) Już zrobiłam rodzinną fotkę, bo myślałam, że już nic w tym roku się nie wydarzy, a tu taka niespodzianka. Trzeba będzie poczekać na jakiś słoneczny dzień i powtórzyć tę operację 😉
…a może po prostu ustalę, że mój lamowy rok trwa od listopada do listopada? 😀

