A propo wczorajszych rozważań o upale, to dziś wieczorem w końcu przyszła burza, ale taka na pełnej szpuli. Aż się nawet ucieszyłam, że nie jesteśmy akurat w trakcie remontu dachu 😀
W ogóle pięknie nadchodziła, stałam sobie na tarasie i cieszyłam się chłodniejszymi (w końcu!) powiewami wiatru. Lubię burze. Może nie do końca bym się z nich cieszyła będąc gdzieś w terenie, ale takie w domu? No coś pięknego.

