Ten kosik z prawdopodobnie jednym z naszych „czerwi kompostu” (M. kupił kiedyś dżdżowniczki, które mają nam pomóc ten kompost poprzerabiać, i z tego co donosił, to tam się niezłe życie na dzielni rozwinęło ;-)). Dość długo tam siedział i M. nawet zdążył wyjąć aparat i zrobić mu fotę, ale ja byłam zbyt leniwa, a poza tym nie miałam tak długiego obiektywu, żeby sensownie zrobić to zdjęcie z balkonu.
Także jest fotencja z telefonu z cyfrowym zoomem. Ale i tak to niesamowite, jak to teraz działa, w porównaniu do tego, co było te 10 lat temu…

