Dziś był ten dzień, gdy obfociłam ostatnie serie swatchy.
Jak już jest wyrobiony flow i wiem, jakie parametry potrzebuję, to jest to nawet fajna sprawa. Najgorsze były te kombinowania z ekspozycją, ustawieniem itp itd. Teraz to już pyk, standardzik, lecimy 🙂
No i trochę przyjemniej w życiu jest, jak to „tylko” 40-50 kolorów, a nie 400 😉

