Zdjęcie typu „ojej, jest już późno a nie mam nic na daily” – całe szczęście jakiś work in progress leżał u męża.
Bo po co było zrobić po drodze zdjęcia z prania dywanów (mogę patrzeć godzinami jak mąż to robi :D), przesadzania kwiatów, czy innych czynności wypełniających nam dzień.
W sumie zawsze mnie fascynowało, że M. jest w stanie doprowadzić aparat do takiego stanu i z powrotem do „sklepowego” i nawet nie za dużo śrubek mu zostaje po drodze 😉 W sumie to jest ciekawe, że śrubki zawsze zostają, a sprężynek brakuje 😀

