Zaczęli robić kroki w kierunku szalunków wieńca.
Czy wyprzedzać fakty i pisać, że to był przedostatni dzień tej ekipy na budowie i w kolejnym tygodniu wiatr po niej hulał, bo zmieniali nam tę ekipę? Skoro już napisałam?…
Tak dobrze się zapowiadali panowie, a potem zabrakło „kierownika” i się energia rozproszyła i 5 chłopa w sumie to niewiele przez cały dzień robiło. I jeszcze nie zamówili sobie zaprawy… Ech.
Wstępnie można powiedzieć, że jesteśmy co najmniej 3 tygodnie w plecy na tej całej robocie, nie licząc tego miesiąca, przez który na nich w ogóle czekaliśmy. Była taka fajna pogoda…. No cóż, skoro lubią marznąć…
Staram się nie mieć już więcej przestrzeni na stres związany z tą budową. Zdecydowanie wystarczy i szkoda zdrowia.
Co ma być to będzie. Już innej drogi nie mamy.

