Jakby mi ktoś napisał, że będę przez większość dnia oglądać stream jakiegoś bliżej mi nieznanego youtubera (albo nawet w ogóle jakikolwiek stream nawet bardzo mi znanego kogoś), to bym go wyśmiała. Nie oglądam nawet krótkich lajwów osób, które obserwuję.
A tutaj… bodajże MLH puściło informację, kliknęliśmy jakoś tak niezobowiązująco po śniadaniu, akurat wbił tam Borys Szyc (o matulu, jeszcze bardziej uwielbiam tego gościa, w ogóle posłuchajcie podcastu Nosowskiej z nim, złoto!) i nie dało się oderwać. A potem poszła lawina…
Niby WOŚP nas przyzwyczaił do tego, że można zebrać ponad 200 baniek w ciągu jednego dnia, ale WOŚP jest tradycją, a nie jakimś randomowym (z całym szacunkiem) gościem. To co się tam zadziało, to czysta magia.
I tak bardzo potrzebna moim zdaniem – albo przynajmniej mi – w obecnych czasach. Brakuje takiego bezinteresownego dobra w mediach. Oddolnych inicjatyw. Zjednoczenia ludzi.
Choć nawet w tym przypadku to się nie do końca udało. Niby nie powinno być ważne kto wpłaca i kto promuje, byle był efekt – ale nie wszystkim się wszystko podobało… po co?
Chłopaki zebrali 251 baniek (a nawet już 276 w momencie, gdy to piszę). Coś niesamowitego.
https://dissnaraka.cancerfighters.pl/ – zbiórka wciąż działa
I jeszcze zostawię tu fotę, która zdecydowanie wygrała z wszystkich reportaży z tego wydarzenia – autorem jest Filip Naumienko, i mam nadzieję, że będzie miał swoje miejsce w historii fotografii reportażowej 🙂

https://www.facebook.com/filip.naumienko / https://www.instagram.com/filip.naumienko/

