Zdjęcia robione „budką dla ptaków”, jak to żartobliwie mój mąż nazywa aparat wielkoformatowy, który odrestaurował i przerobił na film 120.
Pierwszy test nie wyszedł – choć w obliczu dzisiejszych artefaktów można to zrzucić na karb starego filmu/wywoływacza. Przy odpowiednim zaopatrzeniu jak widać wszystko wyszło super 🙂
Jestem ciekawa skanów, może mi się tam wykroi jakieś nowe profilowe?…
PS. Też sobie cyknęłam 2 portrety męża, choć trzeba przyznać, że nie jest to dla mnie intuicyjna sprawa. Niby proste, a jakoś tak… zawsze mam stracha 😉

