Podobno nie ma wakacji bez arbuza. Przynajmniej w świecie mojego męża.
A skoro świat mojego męża stał się też moim światem, to pojawiło się w nim zdecydowanie więcej arbuza niż moim poprzednim świecie.
Choć muszę przyznać, że te pestki to mnie trochę denerwują 😉

