Takie tam, z wypadu do sklepu 😉
A klakson działał na drucik 😀
Posiadanie „klasyka” to dość ciekawa zabawa, trzeba przyznać, że mój mąż ma sporo samozaparcia w tej kwestii. A może – co dużo ważniejsze – sporo umiejętności 🙂
Choć trochę się spocił jak nim wracałam do domu 😀 Ja nie wiem… dlaczego mi nie wierzy, przecież tylko parę razy obtarłam swoje auta… 😉
PS. Żeby nie było, to był stan wybitnie przejściowy i zanim wyjechaliśmy z osiedla to kierownica była już w całości 🙂 (to tak mamo przypis dla Ciebie :*)

